wrz 182014
 

Co na sarny?

Jeżeli mówimy o broni, to ja preferuję sztucer. W przypadku saren przydaje się repetier, bo często uda się strzelić więcej niż jedną sztukę. W dodatku, gdy się poluje z podchodu, sztucer jest zwykle lżejszy, niż na przykład kniejówka. Preferuję również syntetyczną osadę ze względów praktycznych. Bardzo lubię klasyczne osady z orzecha, jednak polowanie na Wyspach Brytyjskich w ciągłej wilgoci i częstym deszczu, wyleczyło mnie z tego. Polując z fajnym sztucerem w pełnym drewnie marki Krico, nie mogłem znieść za każdym razem rozkładania, suszenia poszczególnych elementów i wycierania osady. Po prostu było mi szkoda tego sztucera na takie warunki. Szybko się tej broni pozbyłem i kupiłem Blasera R93 w syntetycznej osadzie Professional.

blaser i minox

Sztucer Blaser R93 .243 Win i luneta Minox ZE5i 3-15×56

Blaser R93 Professional

Blaser R93 w porównaniu do mojego starego Krico miał same zalety. Wystarczyło pół minuty żeby wyjąć zamek i odkręcić dwie śrubki żeby wyjąć lufę. Wszystko można wrzucić pod prysznic i umyć, wytrzeć i wysuszyć, złożyć do kupy w kolejne pół minuty i sztucer dalej strzela z to samo miejsce. Nie potrzeba przystrzeliwać ponownie broni i jeżeli ktoś jak ja poluje w każdych warunkach, warto porzucić sentymenty i kupić sztucer w syntetyku, który daje się rozkładać na czynniki pierwsze i który potem po złożeniu trzyma nastawy. Blaser R93 sprawdził się pod tym względem znakomicie.

Kaliber .243

Na sarny nada się praktycznie każdy kaliber. Na terenach gdzie występują dziki i są do odstrzału cały rok, dobrym wyborem jest coś w przedziale 7-8mm, bo nigdy nie wiadomo czy w czasie polowania na kozy czy rogacze nie pojawi się gruby dzik… Jednak polowanie i strzał z broni o mniejszym kalibrze jest dla mnie o wiele przyjemniejszy. Dobrym wyborem jest jeden z kalibrów .22, czyli najczęściej któryś z .222 Rem, .223 Rem, lub .22-250 Rem. Dwa pierwsze z nich są dosyć do siebie zbliżone i do granicznego dystansu 200m nie ma między nimi specjanych róznic, chociaż .223 Rem pewnie będzie tańszy w utrzymaniu. .22-250 Rem jest juz sporo silniejszy od pozostałej dwójki, głośniejszy i szybciej zużywa lufę, co w Polskich realiach na dystansach do 200m nie ma większego sensu, bo ta kula pokazuje swoje możliwości przy strzałach na większe niż 200m odległości.

Kula .243 Win z kolei od biedy może być uważana za uniwersalną, w tym sensie że spełni prawne wymagania minimalnej energii 2000J na 100m. Oczywiście nie jest to idealna kula na dziki, jednak z powodzeniem udało mi się z niej położyć nawet spore w tuszy jelenie. Przy odpowiednio dobranej konstrukcji pocisku .243 Win może być dobrą kulą na drapieżniki, skuteczną i mało niszczącą tuszę sarny, czy też w razie konieczności spełnić prawne wymagania minimalnej energii  w przypadku strzału do dzików, jeleni, danieli i muflonów.

Hornady VMax 87 grain

Hornady VMax 87 grain

Moja elaboracja

Pociski Hornady

Każdy kto rozpoczął swoją przygodę z elaboracją amunicji myśliwskiej na pewno spotkał się z produktami firmy Hornady. Powiem więcej, jeżeli ktokolwiek spróbował już elaboracji, na pewno szybko zorientował się, że chociaż jest kilku producentów komponentów w Europie, to w porównaniu do tego co oferują producenci Amerykańscy, jest to kropla w morzu. Prawdopodobnie sam Hornady ma w ofercie więcej pocisków niż wszyscy Europejscy producenci razem wzięci, a jest jeszcze Speer, Sierra i wiele innych. W dodatku na ogół kupując Amerykańskie, jest po prostu taniej…

Hornady ma w swojej ofercie wiele ciekawych pocisków. W przypadku polowania na zwierzynę grubą sprawdzą się tradycyjne pociski SP (Soft Point) InterLock lub bardziej nowoczesne SST z plastikowym czubkiem, w moim przypadku wybór padł na coś co na pierwszy rzut oka wydaje się wyjątkowo kiepskim, jak nie najgorszym z możliwych wyborów…

Kula VMax 87gr

Ale po kolei. W przypadku .243 Win z typową lufą (tak jak mój R93) najlepiej sprawdzają się pociski w przedziale 70-90 grain. Po zakupie sztucera postanowiłem wypróbować i docelowo używać dwóch ładunków.  Coś w przedziale 70-85gr na sarny i 100-105gr na grubszego zwierza (jelenie). W przypadku cięższej kuli wybór był w miarę prosty i ze względu na parametry i dostępność wybrałem kulę Sierra Pro Hunter 100gr. W przypadku lżejszej kuli nie mogłem się zdecydować… Jednak do nietypowej w moim mniemaniu decyzji namówił mnie kolega. Polecił mi kulę, która w teorii jest bardzo złym wyborem Hornady VMax 87gr.

Hornady V-Max to kula przeznaczona na drapieżniki (Litera V w nazwie pochodzi od Amerykańskiego słowa Varmint, czyli polowania na drapieżniki często na większych odległościach). Jest to kula z polimerowym czubkiem który zapewnia szybką ekspansję pocisku w tuszy. Hornady oferuje ją w wielu kalibrach i wielu kategoriach wagowych. W samym kalibrze .243″ (6mm) Hornady oferuje pociski 58gr, 65gr, 75gr i 87gr. Tak więc teoretycznie ta kula powinna robić dusze spustoszenie w końcu dosyć drobnej tuszy sarny. Jednak nie miałem powodu wątpić w rekomendację kogoś kto strzelił z tego pocisku kilka setek saren i innej płowej. Postanowiłem VMaxa wypróbować, pomyślałem że w razie czego będę miał coś na lisy.

proch_vihtavuori_n140

Proch Vihtavuori N140

Vihtavuori N140

Jeżeli chodzi o proch i jego dostępność, to od kilku lat podaż Amerykańskich wyrobów w Europie jest niewielka. Amerykanie wykupują każdą ilość, magazynują po piwnicach i do Europy nie trafia prawie nic… W dodatku ceny wzrosły i są tańsze alternatywy. Jeżeli ktoś decyduje się na elaborację, dostępność komponentów ma kluczowe znaczenie. Nie ma sensu spędzać czasu opracowując recepturę idealnie spełniającą nasze wymagania aby potem odkryć, że nie możemy dokupić pocisku lub prochu i wszystko trzeba zaczynać od nowa… W przypadku prochu, na pewno dobrym wyborem będzie coś z oferty Vihtavuori.

Gdy chodzi o dobór prochu dla .243 Win, dla kul do 90gr dobrym wyborem jest N140, w przypadku cięższych 100gr pocisków dobrze sprawdza się N160. W moim przypadku wybór był dosyć prosty, bo N140 jest doskonałym prochem, który sprawdza się w przypadku .308 Win i który akurat miałem pod ręką.

Łuski i spłonki

Łuski to komponent na którym w przypadku domowej elaboracji można najwięcej oszczędzić. Dobre łuski takich firm jak Norma czy Lapua są dosyć drogie i zakup nowych łusek w sklepie to spory wydatek. Jednak na szczęście jest wielu kolegów, którzy strzelają z fabrycznej amunicji i można ich poprosić o zbieranie dla nas łusek. Jedne z najlepszych łusek robi z mojego doświadczenia Norma, Lapua czy RWS. Oczywiście inne łuski również się nadadzą, najwyżej szybciej trzeba je będzie wymienić…

W przypadku spłonek zawsze dobrze spisywały się CCI200, nigdy nie miałem z nimi żadnych problemów, są powtarzalne i tanie.

Proces elaboracji

Generalnie proces elaboracji jest dosyć standardową i dobrze opisaną procedurą. Może w skrócie przybliżę jak to przebiega i jak to wyglądało w moim przypadku. Może dodam jeszcze, że ponieważ do niedawna nie można było w Polsce zajmować się hobbystycznie elaboracją, brakuje w Polskim języku słów i zwrotów dotyczących procesu elaboracji. Niektóre czynności czy narzędzia nie mają Polskich odpowiedników, lub brzmią obco.

Podstawowym warunkiem jest przygotowanie łusek. Powinny być one przede wszystkim czyste. Na ogół nie wymaga to jakiś specjalnych zabiegów, chociaż czasem używam myjki ultradźwiękowej po usunięciu spłonek. Łuski są wtedy czyste wewnątrz i na zewnątrz i mają czyste miejsce w którym umieszcza się spłonkę. Jest to jedyne miejsce, które warto wyczyścić i w którym na ogół są jakieś nieczystości. Łuski nie muszą być błyszczące, chociaż jak ktoś lubi może użyć specjalnego narzędzia zwanego tumbler. Ja nie posiadam i uważam za stratę czasu i pieniędzy.

Matryce FL sizing Redding .243 Win

Matryce FL sizing Redding .243 Win

Full length i Neck sizing

Po upewnieniu się, że łuski są czyste i wstępnej inspekcji czy nie ma na nich wgnieceń czy innych uszkodzeń, łuski formatujemy. Tu chwila dygresji dla mniej wtajemniczonych, łuska po wystrzeleniu zmienia swoje rozmiary. Ze standardowych wymiarów, jakie ma każda amunicja fabryczna, określonych przez SAAMI (organizację zajmującą się tworzeniem standardów amunicji i bezpieczeństwa) łuska rozszerza się do wielkości komory nabojowej naszego sztucera. Żeby ją ponownie użyć trzeba całą lub część łuski przywrócić do pierwotnych wymiarów. Są dwie możliwości w tym wypadku: FL (Full Length) sizing, czyli formatowanie całej łuski do pierwotnych rozmiarów, lub Neck sizing, czyli formatowanie samej szyjki łuski tak aby pocisk pewnie utrzymał się w łusce, lecz pozostała część łuski poniżej szyjki nie jest formatowana.

W przypadku użycia łusek wystrzelonej z broni dla której będziemy przygotowywać naszą amunicję, formatowanie samej szyjki jest najrozsądniejszym rozwiązaniem, ponieważ łuska posłuży nam dłużej. Po każdym kolejnym wystrzale łuska nie rozszerza się  tak bardzo jak przy formatowaniu całej łuski i mosiądz nie „pracuje” tak bardzo. Jest jednak kilka wyjątków od tej reguły. Po kilku wystrzeleniach łuska wydłuży się na tyle, że przestanie się mieścić w komorze nabojowej, możemy zaobserwować niewypały i zamek przestanie się płynnie zamykać ( z reguły po 3-6 ładowaniach) i musimy łuskę przepuścić przez matrycę FL. Drugim wyjątkiem jest używanie łusek w broni automatycznej, z moich doświadczeń również w łamanej, kombinowanej, jak również w dwutaktach firmy Blaser.

W przypadku Blaserów sprawa nie jest tak oczywista i niektóre egzemplarze strzelają poprawnie gdy łuski mają tylko sformatowane szyjki, jednak z moich doświadczeń i kilku innych kolegów wiem, że bezpieczniej jest łuski przeznaczone dla Blaserów sformatować po całej długości łuski. Dla dociekliwych, co się stanie gdy użyjemy matrycy Neck sizing w Blaserze? No właśnie…. ta jedna kulka może nie wystrzelić kiedy wyjdzie nam zwierz życia… Tak więc w przypadku dwutaktów Blasera bezpieczniej jest użyć matrycy FL. W przypadku matryc FL należy użyć jakiegoś rodzaju wosku lub smaru żeby ułatwić pracę prasy i żeby łuska nie utkwiła w matrycy.

Każda matryca, czy to NS czy FL usuwa również wystrzelona spłonkę. W wyniku każdego kolejnego strzału i procesu formatowania ścianki łuski stają się coraz cieńsze i co za tym idzie łuska wydłuża się. Tak więc po formatowaniu łusek warto sprawdzić ich długość i skrócić do zalecanego wymiaru, lub jeszcze lepiej sprawdzić która z naszych łusek jest najkrótsza i pozostałe skrócić do tego najkrótszego wymiaru. Można w tym momencie umyć łuski w myjce ultradźwiękowej, lub chociaż wyczyścić miejsca w których osadzamy spłonki.

Dodatkowym zabiegiem, który ułatwi nam sprawę w czasie osadzania pocisków jest tzw. chamfering, czyli proces niewielkiego nacinania łuski od wewnętrznej strony szyjki. Ułatwia to osadzanie pocisków w szyjce i nie zostaję one uszkodzone ostrą krawędzią łuski.

Dodatkowo można jeszcze „zuniformować” (kolejne ze słów, które ciężko przetłumaczyć…) gniazda spłonek, co jest czasem konieczne w kiepskiej jakości łuskach (patrz film poniżej) lub z wyjątkowo ciasnymi gniazdami (np. Federal) czy ze spłonkami zaciśniętymi w łusce (głownie wojskowego pochodzenia, częste w przypadku .223 Rem i .308 Win).

Lee Ergo Prime

Osadzanie spłonek – narzędzie Lee Ergo Prime

Gdy łuski mamy gotowe, powinniśmy osadzić w nich spłonki. Jest to w sumie jedyny moment w trakcie całego procesu elaboracji, który w przypadkach jakiejś szczególnej nieostrożności, można uznać za niebezpieczny. Warto mieć jakieś okulary ochronne podczas tej czynności. Chociaż mi nigdy nie udało mi się zdetonować spłonki, nawet używając młotka i Lee Classic Loader to warto mieć okulary pod ręką ( i majtki na zmianę jak jednak uda nam się odpalić spłonkę… 😉 ). Jednym z najbardziej popularnych narzędzi do osadzania spłonek jest tanie ręczne narzędzie Lee Auto Prime. Mi najbardziej przypadła do gustu nowa ulepszona wersja tego klasyka, jakim jest narzędzie firmy Lee – Ergo Prime – z ulepszonym bezpiecznym systemem podawania spłonek i nową ergonomiczną rączką.

Potrzebna nam będzie jakaś precyzyjna waga do odmierzania prochu, najlepiej tradycyjna. Dobre wagi cyfrowe sporo kosztują, ciężko je skalibrować i nie są odporne na zakłócenia, temperaturę, itp. Wsypujemy wybraną miarkę prochu do łuski ze spłonka i osadzamy w niej pocisk. Warto na początek osadzić pocisk do zalecanej w instrukcji głębokości. Zbyt głęboko osadzony pocisk może wytworzyć większe ciśnienie, podobnie jak za daleko wysunięty pocisk, który po załadowaniu do komory opiera się w lufie o bruzdy.

Więcej szczegółów na temat każdego z procesów: formatowania, przygotowania łusek, osadzania spłonek, pocisków czy doboru prochu postaram się omówić w kolejnych wpisach, jeżeli będzie takie zainteresowanie (skomentuj ten artykuł).

Elaboracja 87gr na sarny

Blaser R93 .243 Win elaboracja 87 grain

Wybór naważek prochu

Najprostszą metodą doboru naważki prochu do naszej broni jest zrobienie kilku (ja najczęściej stosuję 5) testowych ładunków począwszy od zalecanego minimum (na ogół 90% naważki maksymalnej) do, lub w okolice maksimum. Najlepiej korzystać przy tym z danych i tabel producenta prochu. Jeżeli jest więcej dostępnych źródeł, np. producenta pocisku i nie pokrywają się ich dane, to warto dostępne dane uśrednić. Gdy nasza kula nie figuruje w tabeli, należy użyć kolejnej możliwie zbliżonej wagowo.

W moim przypadku najnowsze tabele Vihtavuori dla prochu N140 kończą się na pociskach 80gr… Kolejne pociski w tabeli 85gr i 90gr producent zaleca proch N150 i N160. Jednak inne źródła podają dane dla prochu N140 i pocisków o wadze 87gr i zalecają zaczynać proces od 31.5gr a maksimum stanowi 37gr.

Postanowiłem więc stworzyć pięć różnych ładunków z naważkami prochu zaczynając od zalecanego minimum 31.5gr w odstępach 1.3gr. Ponieważ Blaser R93 ma tylko 3-nabojowy magazynek (czwarty nabój do komory) zrobiłem po 4 kule z każdą naważką prochu. Miałem więc 20 kul do wystrzelenia i przetestowania.

Wszystkie pociski osadziłem do całkowitej długości 3.180″ (zmierzonej przy pomocy komparatora) lub 2.685″ (68.2mm) mierzonej od czubka pocisku do denka łuski. Tu mała dygresja: do elaboracji amunicji niezbędnym narzędziem jest dobra suwmiarka, najlepiej gdy mierzy w calach. Dygresja nr 2: większość źródeł i tabel nie używa systemu metrycznego i warto się przestawić na myślenie w calach, grainach i stopach na sekundę…

Próbne strzelanie

Ustawiłem tarczę w odległości 100m i zacząłem strzelanie. Ważne jest aby za każdym razem oglądać wystrzelone łuski i przestać po pojawieniu się śladów nadmiernego ciśnienia. Tymi oznakami nadmiernego ciśnienia są spłaszczone spłonki czy ciężko otwierający się zamek broni.

W moim przypadku nie zaobserwowałem żadnych śladów nadmiernego ciśnienia. Strzelało mi się dosyć dobrze, za wyjątkiem jednej kuli z grupy nr 4, która mi uciekła i od razu w momencie strzału wiedziałem, że zerwałem w prawo… 🙁

Dwie grupy – pierwsza i czwarta – okazały się godne uwagi, chociaż wszystkie nadawały się do celów łowieckich… Wybrałem grupę  4, która na tarczy nie była najlepsza – 1.4″ (36mm) – ale nie licząc zerwanego strzału, okazała się najlepsza 0.5″ (13mm). Udało mi się to następnego dnia zweryfikować, gdy załadowałem jeszcze kilka kul z tą naważką 35.4gr prochu dla potwierdzenia. Później okazało się to całkiem udaną recepturą.

Seria [nr]12345
Naważka [gr]31.532.834.135.436.7
Grupa [inch] 0.81.01.2 0.51.0
Grupa [mm] 2025 30 1325

Doświadczenia w łowisku

Moje doświadczenia z Hornady VMax są bardzo pozytywne. Jest to szybko rozkwitająca kula co jest zaletą w przypadku strzałów w kark, jednak w przypadku komorowych strzałów za łopatkę jest wyjątkowo skuteczna i wbrew pozorom mało niszczy tuszę sarny, co dla mnie jest bardzo ważne gdy większość dziczyzny trafia na mój stół. Większość sztuk albo padła w ogniu lub po dosłownie kilku krokach. Wszystkie sarny miały przestrzał i ranę wylotową niewielkiej wielkości. Mięso miało mało krwiaków i było wyjątkowo czyste bez typowych dla innej amunicji odłamków.

Jak w przypadku innych szybkich kul, trzeba uważać na przeszkody w postaci traw i gałązek, bo pocisk potrafi rozkwitnąć.

Film

Poniżej film, który nakręciłem podczas procesu elaboracji i wyniki strzelania do tarczy. Więcej podobnych filmów dostępnych w kategorii film->elaboracja. Równocześnie zachęcam do subskrypcji mojego kanału YouTube.